ARTYKUŁY

Strona poświęcona wojnie na dalekim wschodzie, obejmującej zmagania armii i marynarki Cearstwa Japonii oraz Stanów Zjednoczonych.

Zagubieni żołnierze Imperium Japońskiego.

Po zakończeniu wojny na Pacyfiku wielu japońskich żołnierzy nadal ukrywało się na okupowanych obszarach zajętych w czasie wojny przez armię japońską. Powodów takiej sytuacji było wiele. Część z nich nie wierzyła w kapitulację Japonii uważając, że informacje te są podstępem wojsk amerykańskich. Jeszcze inni schronili się w dżungli w czasie walk i nie dotarła do nich informacja o zakończeniu wojny. Byli i tacy, którzy pogodzili się z przegraną i woleli żyć w samotności niż stawić czoła nowej sytuacji politycznej.

Poniżej przedstawiamy krótkie historie żołnierzy, którzy ukrywali się przez wiele lat zanim świat dowiedział się o ich istnieniu.

Wykaz żołnierzy, którzy poddali się po zakończeniu drugiej Wojny Światowej:

Sakae Ōba
Był kapitanem armii japońskiej w czasie Drugiej Wojny Światowej. Po zdobyciu wyspy Sajpan przez oddziały armii Stanów Zjednoczonych, Oba wraz z 46 swoimi żołnierzami ukrywał się w dżungli i dokonywał okazjonalnych ataków na patrole wojsk amerykańskich i obiekty wojskowe. On i jego oddział poddał się oficjalnie 1 grudnia 1945 roku, dopiero na wyraźny rozkaz jego zwierzchnika. Jego żołnierze byli ostanim zorganizowanym oddziałem armii japońskiej.


Po wojnie był współautorem książki “Oba, Ostani Samuraj” autorstwa Don Jones, którego jednostka została zaatakowana przez oddział Oby.


Hiroo Onoda
Urodzony 19 marca 1922 roku był oficerem wywiadu armii japońskiej, który walczył w Drugiej Wojnie Światowej i nie poddał się, aż do 1974 roku.
Hiroo Onoda był piątym z siódemki dzieci - pięciorga chłopców i dwójki dziewczynek. Ojciec pracował jako nauczyciel. Dzieci wychowywał po wojskowemu. Syn uczył się kendo - drogi miecza. Jeszcze jako młody chłopak razem z bratem wyjechał do chińskiego makata portowego Hankoku, gdzie zatrudnił się w firmie handlującej wyrobami z laki.

Hiroo Onoda wraca z gór na rozkaz swojego dowódcy. Fotografia 1. Hiroo Onoda wraca z gór na rozkaz swojego dowódcy.

`1 Prowadził rachunkowość i spał we wspólnej sali z kolegami. Odwiedzał francuską szkołę tańca. Palił. Nauczył się śpiewać bluesa i słuchać w biurze muzyki na elektrycznej Victroli. Razem z przyjaciółmi grał w popularną chińską grę madżong. Wszystko jednak skończyło się pewnego dnia 1942 r., gdy dostał powołanie do armii cesarskiej. Szkoleniom oddawał się w sposób entuzjastyczny. Nie mógł doczekać się stopnia oficerskiego. Wkrótce wybrano go do grona żołnierzy przechodzących jeszcze bardziej intensywny trening. Motto tutejszych instruktorów brzmiało: "Lepiej wylewać pot na ćwiczeniach niż krew na polu walki". Grupę szkolono w zdobywaniu informacji wywiadowczych i prowadzeniu działań w ukryciu. Zanim wyruszył z domu, uprosił rodziców, by przekazali mu spoczywający w rodzinie od pokoleń krótki miecz samurajski. "Jeśli cię złapią, użyj go do odebrania sobie życia" - powiedziała mu matka.
Onoda ukończył szkołę wywiadu w Nakano i 26 grudnia 1944 roku został odesłany jako członek Brygady "Sugi" na wyspę Lubang w archipelagu Filipin. Otrzymał rozkaz zrobienia wszystkiego co się da, aby nie dopuścić do zajęcia wyspy przez Amerykanów. Wiązało się to miedzy innymi ze zniszczeniem lotniska i urządzeń portowych. W niesprzyjających okoliczność miał popełnić samobójstwo niż poddać się wrogowi.
Przed wyjazdem wezwał go do siebie major Yoshimi Taniguchi. Przemówił do młodego żołnierza tymi słowami: "W żadnym wypadku nie wolno ci się poddać. Walka może trwać trzy lata, może dłużej, ale bez względu na to ile potrwa, wrócimy po ciebie. Tak długo, jak w twojej brygadzie będzie chociaż jeden żołnierz masz wypełniać obowiązki dowódcy. W żadnym wypadku nie wolno ci odebrać sobie życia.

Na wyspie po raz pierwszy poczuł smak walki, gdy wróg pojawił się 28 lutego 1945 roku i w krótkim czasie utworzył przyczółek. Większość jego towarzyszy broni zginęła lub dostała się do niewoli. Wielu popełniło rytualne samobójstwo. Kilku ukryło się w dżungli. Część poddała się dopiero pod koniec wojny. Sam Onoda wraz z trzema kompanami, kapralem Shoichi Shimada i szeregowcami Kinshichi Kozuka i Yuichi Akatsu ukrył się w górach. Żołnierze postanowili przeczekać inwazję Amerykanów, gdyż mieli pewność, że wcześniej czy później ich armia odbije Lubang.
Dni zamieniły się w tygodnie, a tygodnie w miesiące. Skromny zapas ryżu, jakim dysponowali już dawno się skończył. Jedli więc orzechy kokosowe i zielone banany popijając wodą ze strumieni. Od czasu do czasu schodzili do jakiejś wioski i porywali krowę lub prosiaka. Któregoś grudniowego dnia w 1945 roku podczas wędrówki przez dżunglę natknęli się na ulotkę z informacją, że wojna zakończyła się 15 sierpnia i wszyscy ukrywający się żołnierze japońscy mają wyjść z dżungli. Tekst na ulotce podpisany był przez generała Tomoyuki Yamashitę – dowódcę Czternastej Armii Lądowej.
Wszyscy czterej zgodnie uznali, że to podstęp Amerykanów i postanowili pozostać w ukryciu. Potem wiele razy znajdywali podobne ulotki, jednak nie zwracali już na nie większej uwagi. Postanowili wypełnić swoją misję do końca.

We wrześniu 1949 roku szeregowy Akatsu stwierdził, że ma już dość i odłączył się od grupy. Przez sześć miesięcy żył samotnie w dżungli zanim poddał się Filipińczykom. Wojskowe samoloty rozrzuciły potem nad wyspą ulotki, w których szeregowy Akatsu wzywał towarzyszy do pójścia w jego ślady. Pisał, że spotkał się z serdecznym przyjęciem ze strony Filipińczyków. Onoda i pozostali dwaj żołnierze nie dali mu jednak wiary. Uznali, że dawny towarzysz jest zdrajcą i próbuje wciągnąć ich w pułapkę.

W 1953 roku kapral Shimada został ranny w nogę podczas strzelaniny z wieśniakami. Onoda i Kozuka odciągnęli go do swojej kryjówki. Brak lekarstw znacznie przedłużył jego powrót do zdrowia. Rok później został zastrzelony przez Filipińczyków.
Zostało ich tylko dwóch. Przez kolejne dziewiętnaście lat Onoda i Kozuka kontynuowali swoją beznadziejną partyzantkę uprzykrzając życie wieśniakom i unikając patroli filipińskiej armii, które przeczesywały dżunglę. W październiku 1972 roku zakradli się do jednej z wiosek z zamiarem spalenia zapasów ryżu zebranego przez "wrogów”. Zostali zauważeni przez policyjny patrol, który natychmiast otworzył ogień. Szeregowy Kozuka dostał dwiema kulami i zginął na miejscu. Miał 51 lat, z których 27 spędził ukrywając się w niedostępnej dżungli. Onoda został sam.

Śmierć Kozuki odbiła się szerokim echem w Japonii. Uznano, że skoro on mógł ukrywać się przez 27 lat, w takim razie istnieje szansa, że porucznik Onoda również jeszcze żyje. Wysłano misje poszukiwawcze na wyspę, ale mający za sobą lata życia w dżungli żołnierz zdołał uniknąć wykrycia.
W lutym 1974 roku na starego partyzanta natknął się przypadkowo Norio Suzuki – młody, zbuntowany anarchista, który nieco wcześniej wyleciał z uniwersytetu i teraz przemierzał świat z plecakiem. Dwaj outsiderzy szybko się ze sobą zaprzyjaźnili. Suzuki próbował przekonać Onodę, że wojna naprawdę już dawno się skończyła i że powinien wrócić do Japonii. Stary żołnierz odparł, że zrobi to tylko wtedy, gdy jego dowódca wyda taki rozkaz.

Hiroo Onoda wspólnie salutuje wraz ze swoim dowódcą majorem Taniguchi przed grupą fotografów. Fotografia 2. Hiroo Onoda wspólnie salutuje wraz ze swoim dowódcą majorem Taniguchi przed grupą fotografów.

Suzuki wrócił do Japonii ze zdjęciami, na których pozował razem z Onodą. Przedtem jednak umówił się z przyjacielem, że będzie na niego czekał za dwa tygodnie na skraju dżungli w pobliżu jednej z wiosek. Po powrocie do domu odszukał dawnego dowódcę Onody – majora Yoshimi Taniguchi, który już od dawna był w cywilu i prowadził księgarnię. Razem z nim wrócił na wyspę Lubang i stawił się w ustalonym z Onodą miejscu. 9 marca 1974 roku, po niemal trzydziestu latach w ukryciu żołnierz, który nie chciał się poddać stanął ponownie twarzą w twarz ze swoim dowódcą, który rozkazał mu złożyć broń. Onoda miał przy sobie miecz, sprawny karabin, 500 nabojów i kilkanaście granatów. Rzucił je na ziemię po czym się rozpłakał.

Podczas trzech dekad w dżungli Onoda i jego ludzie zabili trzydziestu ludzi i ranili około stu. Mimo tego prezydent Filipin Ferdinand Marcos zdecydował się go ułaskawić. W Japonii witano starego żołnierza jak bohatera. Próbowano nawet namówić go do startu w wyborach parlamentarnych. Jego upór i motywacja do dalszego wypełniania rozkazów wynikały z wiary w wojskową dyscyplinę i honor. Po powrocie do Japonii otrzymał specjalny order za wierną służbę i za fakt, że nie opuścił miejsca swojego przydziału.












Hiroo Onoda. Fotografia 3. Hiroo Onoda.

Onoda był bardzo popularny w Japonii. Swoje przeżycia opisał w książce „No Surrender: My Thirty-Year War”. Onoda nie prowadził żadnych zapisków, ale miał znakomitą pamięć. Jednak historia jego życia podzieliła opinię publiczną. Dla starszego pokolenia Japończyków stanowiła ona wspaniały symbol postępowania zgodnie z wiekowym kodeksem honorowym samurajów. Dla młodszego odwrotnie - niebezpieczeństw, jakimi grozi ograniczona z natury edukacja żołnierza. Zachód w ogóle nie mógł pojąć jego zachowania.
Onoda nie był zbyt szczęśliwy z tak dużej popularności. Męczył go fakt uznawania go za człowieka wyjątkowego o wielkim patriotyzmie. Życie współczesnej Japonii zasmuciło jednak żołnierza. Nie umiał się w nim odnaleźć. "W Tokio jest tyle wieżowców i automobili" - pisał w swojej autobiografii. Za pieniądze z jej sprzedaży postanowił zacząć nowe życie w Brazylii, gdzie przebywał jego starszy brat, który zajmował się hodowlą bydła. Ożenił się i stał się przywódcą lokalnej mniejszości japońskiej.
Wkrótce jednak odkrył swoje nowe powołanie. "Pamiętam, że poczułem ciarki na plecach, gdy usłyszałem informację, że jakiś nastolatek pobił na śmierć kijem bejsbolowym swoich rodziców. Postanowiłem, że muszę coś zrobić. Dać coś z powrotem mojej ojczyźnie" - pisał Onoda. Wrócił do Japonii i w odległości ok. 160 km od Tokio prowadził "obozy natury", gdzie starał się inspirować dzieci do zainteresowania się pracą na ziemi i kontaktem z naturą.
W 2011 r., chcąc zademonstrować swoją solidarność z ofiarami awarii elektrowni atomowej, odwiedził Fukushimę. Pięć lat wcześniej jego żona została przewodniczącą zajmującego się ochroną środowiska naturalnego Japońskiego Stowarzyszenia Kobiet. Podróżował między Japonią a Brazylią. Ostatnio odwiedził wysepkę Lubang, gdzie przekazał pieniądze na realizację projektu budowy nowej szkoły. Hiroo Onoda urodził się 19 marca 1922 r. Zmarł na zapalenie płuc 16 stycznia 2014. Miał 91 lat.



Ishinosuke Uwano
Był żołnierzem Cesarskiej Armii Japońskiej, który stał się znany w mediach w kwietniu 2006 roku, kiedy to został odnaleziony 60 lat po zakończeniu wojny. Oficjalnie został już dawno uznany za zmarłego.
Uwano służył w oddziale okupującym wschodnią część wyspy Sahalin. Ostatnim razem widziany był w 1958 roku. W końcu trafił on na Ukrainę, skąd nie mógł wrócić do Japonii z powodu panującego ustroju. W końcu przyjechał do Japonii, gdzie spotkał się ze swoim bratem i rodziną. Po krótkim pobycie powrócił na Ukrainę gdyż miał tam żonę i dwie córki.
Japońskie media podają, że Uwano trafił na Ukrainę w 1965 roku. Mieszka w miejscowości Zhitomyr odległej o 90 km od Kijowa. Rząd japoński podejrzewa, że około 400 japońskich byłych żołnierzy mieszka na terenie byłych republik radzieckich. Czterdziestu z nich zostało już zidentyfikowanych.


Teruo Nakamura
Szeregowy Teruo Nakamura urodził się na Tajwanie i tam został wcielony do Cesarskiej Armii Japońskiej. Tam walczył i nie poddał się aż do 1974 roku. Jego oryginalne imię i nazwisko w lokanym języku brzmiało Attun Palalin. Prasa tajwańska pisała o Lee Guang-Hui – imię które przyjął po repatriacji w 1975 roku.
Nakamura był tajwańskim „aborygenem”, prawdopodobnie Amisem. Urodził się w 1919 roku. Następnie w 1943 roku został zaciągnięty do jednostki „Takasago Volunteer Unit” należącej do armii japońskiej. Stacjonował na wyspie Morotai w Indonezji zanim wkroczyły tam wojska alianckie w 1944 roku. W marcu 1945 roku uznany został za zmarłego.
Po zajęciu wyspy Nakamura żył z innymi maruderami na wyspie aż do 1950 roku. Następnie często odłączał się od grupy, aby w końcu 1956 roku zamieszkać samotnie. Zbudował sobie małą chatkę. Na pytanie czemu opuścił kompanów odpowiedział, że chcieli go zabić. Jego zeznań nie potwierdziło trzech innych żołnierzy z tej grupy, którzy zostali odnalezieni w latach 50-tych.

Zdjęcie Shoichi Yokoi w czasie służby w Chinach. Fotografia 4. Zdjęcie Shoichi Yokoi w czasie służby w Chinach.

Chata Nakamury została przypadkowo odkryta przez pilota w połowie 1974 roku. W listopadzie 1974 roku Japońska ambasada w Indonezji (miasto Jakarta) poprosiła rząd indonezyjski o pomoc w zorganizowaniu misji poszukiwawczej. W akcji wzięły udział Indonezyjskie Siły Powietrzne, które pozwoliły zaaresztować Nakamurę 18 grudnia 1974 roku. Nakamura został przewieziony do Jakatry i odesłany bezpośrednio na Tajwan. Tam zmarł na raka płuc pięć lat późnej w 1979 roku.
Repatriacja Nakamury wzbudziła wiele wątpliwości i pytań. Nakamura był etnicznie Amisem, a nie Japończykiem. Kiedy ambasada w Jakarcie oferowała mu przewiezienie, było to dyplomatyczne zapytanie co zrobić w sytuacji kiedy będzie on chciał wrócić na Tajwan. W momencie odnalezienia, nie mówił on ani po japońsku ani po chińsku. W praktyce jego język był w ogóle nie zrozumiały, gdyż uległ wypatrzeniu przez 20 lat. Nakamura mieszkał sam i z nikim nie rozmawiał przez ten czas. Innym problemem była zapłata za wierną służbę. Oficjalnie nie należały mu się żadne pieniądze po zakończeniu wojny, a tylko żołd jaki powinien dostać za służbę w okresie wojny. W końcu otrzymał on minimalną zapłatę w postaci 68000 jenów (227,59 dolarów w tamtym czasie). Pojawiło się wówczas wiele głosów, że rząd powinien wypłacić większe sumy dla Tajwańczyków, którzy służyli w armii japońskiej.


Shoichi Yokoi
W 1941 roku Shoichi Yokoi został przewieziony do Chin, gdzie otrzymał przydział do lokalnego regimentu. Następnie trafił na wyspę Guam. Po amerykańskim lądowaniu na wyspie oddział Yokoi został prawie całkowicie wybity w starciu za piechotą morską. On sam ukrył się w dżungli. Po wojnie uznano go za zmarłego w czasie walk na wyspie, a rząd japoński oficjalnie uznał jego śmierć.
Shoichi Yokoi po poddaniu się. Fotografia 5. Shoichi Yokoi po poddaniu się.

Kapral Shoichi Yokoi został znaleziony w 1972 roku na rzeką Talofofo kiedy poławiał ryby. Dostrzegli go dwaj poławiacze krabów. Yokoi wydał im się dziwny, jakby nie był mieszkańcem wyspy. Rybacy zabrali go do sowjej wioski gdzie Japończyk odkrył swoją tajemnicę. Przyniósł on następnie swój karabin, który chciał zwrócić Cesarzowi. Jak powiedział: „Jest mi przykro, że nie służyłem jego wysokości tak dobrze jak chciałem. My japońscy żołnierze woleliśmy śmierć niż życie w niewoli. Jedyną rzeczą, która dawała mi siłę do przeżycia była moja wiara i to że jako żołnierz japoński, dalsze moje życie nie było hańbą”. Yokoi, 1986.

Nasz bohater mieszkał w podziemnej kryjówce przez cały czas. Na początku było z nim 9 innych żołnierzy. Jednakże w ciągu ostatnich 8 lat pozostał sam. Ostatnich dwóch jego kompanów zmarło w 1962 roku, 8 lat przed jego odkryciem. Yokoi twierdził, że od 1952 roku wiedział, że wojna się skończyła, ale bał się wyjść z kryjówki.


W lutym 1972 roku Yokoi powrócił do Japonii. Najpierw wylądował w Tokio a następnie powrócił do Nagoi, gdzie się urodził i dorastał. Poślubił Mihoko. Shoichi Yokoi zmarł 23 września 1997 roku.

Ziemianka Shoichi Yokoi na wyspie Guam. Fotografia 6. Ziemianka Shoichi Yokoi na wyspie Guam.




















Małe muzeum w restauracji Fotografia 7. Małe muzeum w restauracji "Jeff's Pirates Cove" na Guam poświęcone Shoichi Yokoi.